autor: Baśka65 » pt lut 04, 2011 11:22 pm
Witam!
Wyraźne objawy po wyjęciu kleszcza miałam ok 15 lat temu (dopiero zaczynało się mówić o chorobach odkleszczowych). Przeleczono mnie antybiotykami. Objawy skórne (ogromny rumień) minęły. 9 lat temu (byłam w ciąży) objawy nasiliły się (straszne bóle stawowe, sztywnienie palców u rąk, puchnięcie dłoni i stóp). Pomimo moich próśb, lekarze w szpitalu wojewódzkim nie zlecili badań w kierunku boreliozy. Urodziłam zdrowego, wielkiego faceta i zaczęły się m.in. zapalenia pęcherza moczowego, bóle kręgosłupa, zapalenia ścięgien, stawów, totalna "śpiączka", ciągłe zmęczenie i rewelacje jelitowe (rozwolnienia i wymioty) oraz postępujące w szybkim tempie osłabienie wzroku (2002 +2,5 dioptrii, 2010 + 6,0 dioptrii). Przez rok leczyłam się u reumatologa, który szprycował mnie lekami przeciwzapalnymi i przeciwbólowymi. Specjalistę zmieniłam celowo, by zasięgnąć rady innego (młodszego) dr nauk medycznych. Ten,po 15-minutowym wywiadzie i obejrzeniu zdjęć rentgenowskich odesłał mnie do swojej koleżanki (specjalista chorób jelit, wewnętrznych i zakaźnych). Strzał w dziesiątkę! Wywiad (cała lista podejrzeń) = hospitalizacja, której dotąd nie miałam. Dogłębne badania w szpitalu (250 km od domu), usunięcie polipów z jelita i przeleczenie boreliozy (nie raz). Uwielbiam moją lekarkę. Szpital też, bo latem jest jak sanatorium, które odwiedzają studenci medycyny przed sesją. Można wyjść na zewnątrz. Kwitną lub dojrzewają drzewa owocowe. Można jeść gruszki prosto z gałęzi. Nad głowami latają szybowce. Zawsze te same niesamowicie uczynne i miłe pielęgniarki. Prawie jak w domu, a to przecież Białystok - Szpital im. Dłuskiego na ul. Żurawiej.