Chyba dołączyłem właśnie do grona zarażonych :(
Rocznik 52, do tej pory praktycznie bez większych problemów zdrowotnych.
Na początku września miałem "spotkanie" z kleszczem. Poczałkowo niczego nie zauważyłem, dopiero gdy pojawił się swędzący rumień wielkości dłoni (na udzie) zorientowałem się, że to kleszcz. Usunąłem go samemu, rumień zaczął znikać, ale zrobiłem sobie test na boreliozę (po upływie stosownego czasu).
Wynik IgG (+), IgM (-)
W międzyczasie złapałem jakieś przeziębienie i internista zaaplikował mi na wszelki przypadek Doksycyklinę przez 4 tygodnie i zalecił kontakt z "zakaźnikiem".
W ciągu tych czterech tygodni mój stan ulegał raczej pogorszeniu, kaszel nie przechodził, a na sam antybiotyk reagowałem fatalnie.
Przestałem łykać 10 dni temu. Przez dwa dni czułem się znacznie lepiej, ale po trzech przyszedł kryzys - zmęczenie, ataki duszności przypominające astmę, kaszel bez możliwości wykrztuszenia czegokolwiek itp.
Na, a dziś rano ... w miejscu dawnego ukąszenia pojawił się silny obrzęk średnicy ok. 5 cm!
